Lalkowe powitanie jesieni
W ostatnią sobotę lata wyruszyłam do Kołobrzegu na spotkanie z Inką. Pogoda była iście letnia, jak dla mnie mogłoby już być trochę chłodniej, jestem wymęczona tymi wysokimi temperaturami... Wzięłam ze sobą tylko cztery lalki, Inka dużo więcej, chociaż ostatecznie i tak zabrakło nam czasu na zrobienie grupowego zdjęcia 🙈 Przyjechałam do Kołobrzegu o 10.37, powrotny pociąg miałam o 17.15 i tak - zabrakło nam czasu! Jak zwykle 🤭
Lusi jeszcze tutaj nie pokazywałam, spieszę więc nadrobić to zaniedbanie:
I już wracam do wczorajszego spotkania 😉. Pospacerowałyśmy nad morzem... Osa była bardzo Lusią zainteresowana, można powiedzieć, że cały czas coś ją do niej przyciągało⬇️
Lusia tęsknie patrzyła na statek, mam wrażenie, że miałaby ochotę udać się na jakąś przygodę... 🤔
Naturalną koleją rzeczy w końcu zgłodniałyśmy i wyruszyłyśmy na poszukiwania jakiegoś przytulnego kącika, w którym mogłybyśmy nie tylko zjeść wymarzoną górę frytek, ale także rozłożyć się z naszymi lalkami. Zamiast iść jak zwykle wzdłuż portu, poszłyśmy równoległą uliczką... Tam przyciągnął nas gustowny szyld z napisem 'bistro Złoty Śledź'. Cóż, śledzie smakowały mi tylko w ciąży, sam zapach tych ryb mnie odrzuca... Ale przecież nikt do jedzenia śledzi mnie nie zmusi, prawda? A lokal naprawdę kusił i przyciągał, po prostu musiałyśmy tam wejść. Przemiła właścicielka powiedziała nam, że w menu oczywiście są frytki, zatem zadowolone usiadłyśmy sobie przy drewnianym stoliczku, usytuowanym w czymś w rodzaju zacisznej, niedużej wnęki. Urzekł nas wystrój 'Złotego Śledzia', przepiękne ściany z reliefami... idealne tło dla naszych lalek! To było tak, jakbyśmy trafiły do czarownej krainy, miejsca, gdzie czas płynie inaczej i nie dociera nawet odłamek codzienności. A to był zaledwie początek cudów ostatniego dnia lata...
Tymczasem dostałyśmy herbatę w urokliwych czajniczkach, które bardzo zainteresowały Lusię. Uparła się siedzieć przy gorącym czajniczku, oglądała go z każdej strony i zupełnie nie bała się, że mogłaby się oparzyć 😉
Przepyszne frytki nie załapały się ma zdjęcie ponieważ zostały przez nas błyskawicznie pochłonięte. Inka zaczęła wyciągać swoje lalki, robić im zdjęcia, czym wzbudziła zainteresowanie właścicielki bistra. Było mi bardzo miło, że ktoś zainteresował się naszym hobby i że tak pozytywnie i ze szczerym zainteresowaniem do tego podchodzi.
Do Kołobrzegu przyjechała ze mną jeszcze jedna Licca, jedna fashionistka (śmieję się, że to jest moja ostatnia Barbie - pożyjemy, zobaczymy... ) i jeszcze panna, która jednak nie załapała się na zdjęcia, zatem będzie miała swoje pięć minut kiedy indziej.
Moje lalki z ochotą fotografowały się z lalkami Inki:
... czasem też Inkowe lalki same pchały mi się w kadr, a ja ochoczo korzystałam z okazji:
Wszystkie lalki były cudne ale ja jestem w ostrej 'blajtfazie', więc to moja Lusia była gwiazdą tego spotkania i to własnie jej zrobiłam najwięcej zdjęć:
Lusia, jesienna dziewczyna o złotawym spojrzeniu, przyciągnęła uwagę właścicielki 'Złotego Śledzia'. Podałam jej lalkę i zaczęły się blajtkowe czary... to było zauroczenie od pierwszego spojrzenia. Były ciarki, gęsia skórka, zachwyt... Spytała, czy Luśka jest na sprzedaż, ale wytłumaczyłam jej, że nie... że to dopiero moja siódma blajtka, a pierwsza w której użyłam 'dynksa' czyli neck jointa, dającego lalce o wiele większy zakres ruchomości głowy. Pierwsza, której ubranie jest w całości wykonane przeze mnie, oprócz butów i skarpetek😉. Oczy właścicielki błyszczały coraz bardziej, w miarę jak opowiadałam o Blythe, o tym, jak nieograniczone są możliwości customizowania tych lalek, jak ogromną frajdę i satysfakcję ono daje. Pokazałam jej, jak operować sznureczkami od oczu Luśki a jej zachwyt już było tak wyraźnie widać, że nie miałam już wątpliwości - ta pani właśnie przepadła dla blajtek! ❤️Śmiałyśmy się potem z Inką, że zarażamy lalkowym wirusem... Pani bardzo zainteresowała się customizowaniem blajtek, podzieliłam się z nią moim głównym źródłem wiedzy czyli kanałem yt Anri Little Studio, powiedziałam, gdzie lalki kupować, że używam Mr super clear, suchych pasteli, cieni do powiek i kredek akwarelowych... Właścicielka wyraźnie zapaliła się do pomysłu, tym bardziej, że skończyła liceum plastyczne... ucieszyłam się, bo ja też uczyłam się w liceum plastycznym... I tak od słowa do słowa okazało się, że chodziłyśmy do tego samego liceum i jest między nami tylko trzy lata różnicy! Świat jest mały, prawda? Nie, nie pamiętamy się ze szkoły, chociaż niewykluczone, że po obejrzeniu swoich zdjęć z młodości mogłybyśmy się rozpoznać. Nagle jednak zrobiło się już późno i musiałyśmy pędzić na dworzec. Musiałyśmy opuścić to niezwykle klimatyczne miejsce i rozstać się z przemiłą nową koleżanką, która powtarzała, że chyba nie zaśnie w nocy, bo nagle otworzyły się przed nią nieznane wcześniej możliwości 💚
To było tak piękne i niespodziewane przeżycie, że po wyjściu ze 'Złotego Śledzia' przez chwilę nie wiedziałam gdzie jestem i którędy do dworca... 🙈A potem przez całą drogę pociągiem uśmiechałam się do siebie!
To był cudowny dzień - raz jeszcze dziękuję Ci za ten czas Inko kochana, i za prezenty!❤️ A Wam wszystkim życzę dobrego i spokojnego tygodnia!🧡🍁🍂
To był totalny kosmos a my trafiliśmy do nieznanego nam dotąd wymiaru piękna wrażliwości i pasji 🌿🌿🌿
OdpowiedzUsuńByłam zachwyconym świadkiem miłości od pierwszego wejrzenia - tego mi nikt nie zabierze!!!
A ja nie wiem, jak mogłam do tej pory nie odpowiedzieć na komentarze tutaj - byłam pewna, że jutro to zrobiłam... Tak Inko - to było niezapomniane przeżycie!💚💚💚
UsuńMiru baaardzo się cieszę że mogliśmy w tak bajeczny sposób po swojemu na poły pożegnać (bez żalu) rozkapryszone Lato i powitać (z ciekawością) obiecującą Jesień
OdpowiedzUsuńJa też się bardzo cieszę, mam nadzieję, że jeszcze nie raz przyjdzie nam tak świętować! ❤️❤️❤️
UsuńDla prawdy historycznej przeliczyłam zawartość mego nadmorskiego bagażu - 18 sztuk - i o dziwo, większość załapała się na foty - Twym lub mym aparatem - dziękuję 🌹🌹🌹
OdpowiedzUsuńO proszę, to aż niesamowite! 😍
UsuńLusia vel Cynamonka bezsprzecznie zasługuje na zachwyt - jako i Twa praca, talent i pomysłowość - strrrasznie się cieszę że Anna współdzieli Twą fascynację blajtkami 💕💕💕
OdpowiedzUsuńJa też- i ciekawa jestem bardzo, czy ta fascynacja przyniosła jakieś realne efekty... Chyba musimy to wkrótce sprawdzić, co Ty na to? 🤗
UsuńOoo, ale ta głowa w środku fajnie wygląda :D To już można zamawiać customy u Ciebie?
OdpowiedzUsuńEch, zamawiać można, a co z tego wyjdzie, tego nie wie nikt🙈🙈🙈
UsuńWidać, że spotkanie się udało! Ja jesień przywitałam mega przeziębieniem, więc raczej mało lalkowo.
OdpowiedzUsuńPiękne masz te dyńki ❤️
Spotkanie z Inką to zawsze cała moc ciepła i pozytywnej energii!💓My po prostu umiemy cieszyć się ze wszystkiego - i na przekór wszystkiemu!
UsuńZazdraszczam Wam bliskości morza i fantastycznego spotkania! Lusia jest cudna, nic dziwnego, że zrobiła taką furorę!
OdpowiedzUsuńChyba muszę zacząć tę bliskość morza doceniać, bo jakoś tak często nie zdajemy sobie sprawy z tego, że to co mamy na wyciągnięcie ręki, może być cenne... Dziękuję Ci bardzo za miłe słowa o mojej Lusi!💓
UsuńJakie miłe spotkanie i fajna wyprawa nad morze :) Chociaż Lusia to jesienna dziewczyna, to w plażowym nadmorskim klimacie również wypada przeuroczo.
OdpowiedzUsuńDziękuję💓Też mam wrażenie, że nadmorskie krajobrazy Luśce podpasowały! Pozdrawiam gorąco! I wybacz opóźnienie w odpowiedzi, byłam po prostu pewna, że już to zrobiłam 🙈🙈🙈
UsuńZazdroszczę wam wyprawy nad morze
OdpowiedzUsuńChyba człowiek zawsze tęskni za tym, czego nie ma blisko... Jak ja za górami...
Usuńo !! nooo to dopiero były przygody!!!
OdpowiedzUsuńByły były! 🤗🥰
UsuńJaka piękna lalkowa historia. :)
OdpowiedzUsuńJestem ogromnie ciekawa, czy gdy odwiedzisz "Złotego Śledzia" następnym razem, to będą tam lalki? :) Zwłaszcza, że na tle tych ścian prezentują się fantastycznie!
Lusia jest przepiękna. Wcale się nie dziwię, że przykuła uwagę...