Kraina Lodu
Nadeszła w końcu długo oczekiwana i wielokrotnie odkładana Inkoterapia! 💓 Niestety, względy pogodowe i połączone z nimi nierozerwalnie możliwości transportu publicznego sprawiły, że spotkanie nasze, w pięknym mieście Kołobrzegu, minęło jak mgnienie oka... I gdyby nie zdjęcia (oraz inkoprezenty), nie umiałabym powiedzieć, czy to się naprawdę zdarzyło, czy tylko mi się przyśniło... Zanim Inka przybyła na miejsce, potuptałam pingwinim krokiem na plażę, bo przecież pojechać nad morze i nie zobaczyć morza, to tak jak być w Rzymie i nie zobaczyć papieża 😉podobno...
Plaża wyglądała jak z baśni... Ostatni raz widziałam coś takiego w 2009. A zatem podziwiajcie wraz ze mną ten cud natury:
Oczywiście, miałam też ze sobą lalki, jednak mróz i wiatr sprawił, że zrobiłam tylko parę fotek Japoneczce, nie bawiąc się zbytnio w ustawianie, a i tak dłonie prawie mi zamarzły. Jak Bałtyk 🤭
Nasyciwszy się widokami, zaciskając zgrabiałe dłonie w rękawiczkach w pięści (do kieszeni wolałam rąk nie wkładać, żeby mieć się czym podeprzeć w razie upadku...) ruszyłam do cieplutkiego lokalu, w którym już czekała na mnie Inka i jej lalki.
Cudowne lalki Inki! Uwielbiam jej pomysły i kreatywność, działa to na mnie niezwykle inspirująco 🥰.
Ze mną przyjechała wspomniana wcześniej Japoneczka, momosia do macania (nie załapała się na zdjęcie) oraz Styczniowy Smuteczek...
Inka wydziergała dla mnie różne cuda, pośród których była śliczna lalusia - bliźniacza do tej, którą miała Inka. Wzruszyła mnie tym bardzo💓
Jeszcze pożegnalna fotka z Inkową Różyczką
...i już trzeba było wracać...
Spokojnego tygodnia, bez wywrotek na lodzie! 💓

































Komentarze
Prześlij komentarz